Z kształtu

Szedłem kiedyś brukowaną wiejską drogą, potem szedłem drogą piaszczystą, zapadając się co rusz, by z kolei iść drogą wyjeżdżoną i wydeptaną w trawie. Tak więc szedłem długo, a wszystkie otaczające mnie obrazy pasowały bez żadnej przymiarki do mojego milczenia. Mógłbym opowiedzieć, co widziałem, ale przecież wtedy skłamałbym mojemu milczeniu, więc to, że mógłbym, nie ma znaczenia, a nawet jest potencjalnością nadmiarową, wręcz zbędną. Może lepiej byłoby, gdybym nie mógł opowiedzieć, gdybym utracił zdolność mówienia choć na chwilę. Sam nie wiem.

Na końcu mojej wędrówki, na granicy lasu ktoś stawiał dom, budowa była w fazie początkowej, wszystko rozgrzebane, ale na prowizorycznym płocie już zawisł żeliwny dzwoneczek. Ruda warstwa rdzy i trzy fantazyjne, jak to na dzwoneczku, ptaszki. Dzwoneczek na tamtej budowie, na granicy głuchego lasu, przytwierdzony nędzną śrubką tkwił zupełnie bez celu i uzasadnienia, ale nie to mnie do niego przywiodło. Ja po prostu bez opamiętania zapragnąłem usłyszeć jego brzmienie. Tylko że dzisiaj już go nie pamiętam, pamiętam kształt, z którego brzmienia.nie da się wywróżyć.

Więc kiedyś opowiem, co widziałem, idąc drogą brukowaną, potem piaszczystą, a potem drogą wydeptaną w trawie, szeleszczącą cicho z każdym krokiem, Opowiem, choćby to zabrzmiało jak dźwięk żeliwnego dzwoneczka w lesie.

chwila mocy

ukośne światło popołudnia
dziecko podziwia swój cień
jestem taki jak ty mówi ojcu

ale cień ojca sięga dalej
nie widać końca cienia ojca
cień ojca zniknął w studzience

jak w kanale jak w schronie
jak w wilgotnej celi cień ojca
jakby między korzeniami rył

i bardzo długi jest cień ojca
i wstaje podnosi ocienioną głowę
i chce przebić nią światło

jesteś taki jak ja mówi ojciec
chodźmy do domu mówi
a jego cień jeszcze woła

Punkt przecięcia

Czytam mity greckie Roberta Gravesa i zapadam w świat nieustannych metamorfoz. Niesamowite jest to, że wcielanie się, przecielanie się w rozmaite formy roślinne i zwierzęce, pozbywanie się ciała przez bogów i bohaterów, a także ich niezliczone walki zarówno z powodów szlachetnych, jak i nie, oraz ogniste pasje miłosne i nie mniej ognista ich odwrotność, oraz miłość cierpliwa i cierpliwa nie do końca, nie licząc tajemniczego świata misteriów podlanego winem, naparami i zaprawionego dymami z palenisk i świętych pieczar, wszystkie te żywe dowody ruchu myśli stanowią jeden z fundamentów kultury europejskiej, w której ceni się niezmienny przecież system wartości. Kiedy o tym myślę i rozmawiam, jestem przepełniony zagadkami. Na szczęście znam mądrą osobę, która potrafi krótko rozstrzygnąć wątpliwości. Mówi po prostu – jak w brazylijskim serialu, i idzie sobie dalej, nie domyślając się nawet, że dokonała odkrycia źródeł. Dotarcie do źródeł Amazonki zajęło ludzkości kilka wieków, a tu – chwila. Takie chwile to nasze życie.

statyści

reportaż o niczym
o ruchu strzępów chmur
że skondensować się nie mogą
w ożywczy deszcz

więc że go nie będzie
nie ugasi popiołu słów
o ludzie pokorni
uczernieni nim po oczy same

słucham jak żyjecie
jak w sumie nie najgorzej
się wiedzie no wiedzie się
i nie ma co narzekać

a słyszę jak zieje
niewypowiedziana przestrzeń
jak coraz się oddala
jeden za drugim dramat

czy podrzucić jedną z boleści
w zastępstwie waszej
za taką nierzetelność jednak
spada kurtyna

więc nie ma tematu
bo nie ma czasu
czas by zrecenzował
pokaleczone milczenie

nisko

w drugiej osobie

czym jest sól
czym jest pod palcem
czym na języku
czym ona jest w oczach

wznieś ten palec
podeprzyj
urwany kształt soli

w trzeciej osobie

światło na skórze
zostawia ślad
ślad się rozszerza
ściska się serce

stul dłoń jak skurcz
ten jeden
odwrócił głowę

Dolegliwość

Miałem dzisiaj dwa poważne problemy. Pierwszy – żołądek; drugi – nie potrafiłem opisać dolegliwości. Próbowałem na różne sposoby, ale za każdym razem wychodziło na to, że jestem głodny. A nie byłem, przysięgam. W końcu sama Matka Natura podsunęła mi rozwiązanie obu problemów. Po pierwsze – zjadłem jabłko, i ustąpiło. Ale co? Nadal nie wiedziałem. Na szczęście, wędrując po terenie zielonym, przyglądałem się sikorkom bogatkom, gilom, czyżykom, kosom, wróblom, sójkom, mewom śmieszkom, kaczkom krzyżówkom, łyskom, łabędziom itd. I uświadomiłem sobie, że czułem się tak, jakbym wszystkie te rzesze ptaków nałapał i schował za pazuchą. Tak właśnie. Na drugi raz mam gotową opowiastkę dla ośrodka zdrowia. Powiem po prostu, że mam za pazuchą ptactwo. Gorzej, jeśli lekarz spyta jakie, a ja stwierdzę, że dzikie, i zacznę wymieniać.

Zapach ziemi

Dwa dni temu podziwiałem zapach zwykłych, przyniesionych w torbie ziemniaków. Były nieco wilgotne, prosto z kopca, pachniały ziemią, taką ziemią pachniały, że chciało się ją rozcierać w dłoniach. Trudno opisać zapach ziemi, nie ma słów wystarczająco bliskich ziemi dla kogoś, kto tak bardzo się od niej oddalił. Dzisiaj pada, dżdżownice wypełzają na chodniki, a ja pamiętam, jak uczono mnie, że one ziemię jedzą i użyźniają. Stąd mój szacunek dla tych pożytecznych istot. Jako malec podczas różnych zabaw nieraz miałem usta pełne ziemi. Pamiętam to nie po to, żeby znowu ją gryźć. Pamiętam to dlatego, że zapach ziemniaków mnie ożywił.