Dzień do wypitki

To oczywiste, że każdy w stosownych okolicznościach oddaje się kontemplacji. Tej sprzyjają magiczne miejsca. I każdy takie ma, choć nie zawsze o tym wie. Dla mnie miejscem magicznym jest kuchnia. Nie będę wymieniał tutaj wszystkich zaniedbań męskiego żywota, w kuchni zwielokrotnionych i wyjaskrawionych, uważny czytelnik z pewnością dopowie sobie nieopowiedzianą resztę. Skupię się na oknie, jak zwykle zresztą.

Jest maj, a w maju toczę wojnę z kolejnym już pokoleniem jaskółek. Toczę wojnę o przestrzeń życiową. Przez tyle lat nabrałem doświadczenia i potrafię tak wymierzyć moment, w którym burzę zaczątki gniazda, że skrzydlate życie znajdzie sobie przytulisko w innym miejscu. Ale one wracają i wracają, a ja patrzę i patrzę. Słucham. Słucham ich głosów żywych, dzięki którym może i we mnie budzi się élan vital. Tylko że brzozy nieopodal, w których obrazie widzę dzisiaj sam czas, mają to gdzieś. Są coraz wyższe. Wiatr miota nimi na wszystkie strony, a ja wiem, że on szybciej przeminie od nich. Widok się ścieśnia, horyzont zbliża.

Pozostaje mi okno. Pomimo wojny jestem czuły wobec jaskółek, a one zachowują się, jakby były na uwięzi. Hipotetyczny obserwator universum zdarzeń obdarzony zmysłem lirycznym zobaczyłby kogoś, kto sypką chmurę krążących przy oknie jaskółek ma w garści na łańcuszku. Wypada mi podziękować, czołem bić, wypić za jeszcze jeden maj. Co właśnie się dokonuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s