Zbożny spryt

Zakup kapusty kiszonej jest umiejętnością bajeczną. Ile razy dałeś się oszukać krzykliwym zachętom, ile razy pośpiech nakazał ci naładować, co tam było, a potem psioczyć na ten zepsuty świat. Ktoś, kto słyszał, że kapustę kisiło się w beczkach dębowych topionych w zimnych strumieniach, ktoś, kto rozsmakował się, dzieckiem będąc, w wyrobach domowej spiżarni, a i sam, zaciekawiony chłopiec, szatkował zimne głowy, ten nie może zgodzić się na połowiczność.

Dlatego też, zachowując w całości zimną głowę, udałem się mroźnym porankiem o godzinie 6.40 do sklepu tutejszego w poszukiwaniu wymarzonej kiszonej kapusty. Marudny klient jest persona non grata, więc udałem, że błądzę tu i ówdzie rozgorączkowanym wzrokiem, jakbym miał w planie pełne wyposażenie torby. Nic z tych rzeczy. Bo gdy uśpiłem czujność ekspedientki, przystąpiłem do realizacji swojego zamiaru. Ni stąd, ni zowąd poprosiłem o kapustę. I już sprawna, higienicznie zabezpieczona ręka nurkowała w pojemniku, gdy nagle zapytałem, tak mimochodem, czy nie mógłbym spróbować. Nie spotkałem się ze sprzeciwem, o nie! Nie będę ujawniał potencjalnym nabywcom tajemnic „kuchni” sklepów tutejszych. Dość na tym, że po chwili oblizaliśmy się, chwaląc wyrób, a teraz już w garnku dzieje się to, co należy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s