Czucie w rękach

Mam wrażenie, że ostatnio wszystko staje się bardzo ogólnikowe, a w najlepszym razie, kiedy już schodzi się z piedestału prawd uniwersalnych, dostajemy mniej lub bardziej szkicowe exemplum. Nie reaguję w żaden sposób na takie pouczenia, bo w żaden sposób nie przystają do mojej bardzo konkretnej egzystencji. Ale dzisiaj, z pewnym opóźnieniem wynikającym z nieobecności, dostałem solidną lekcję od ojca.

Bo kiedy wczoraj w moich rękach mosiężny pręt Ø6 pękł, jakby obrażony na brutalne jego potraktowanie, a dwie mosiężne blaszki o grubości 1mm, które wydawały się takie delikatne, takie plastyczne, nagle się złamały, wzbudzając daremne pragnienie cofnięcia czasu, czego skutkiem były głupie przecież próby dopasowania dwóch odłamanych części, zrozumiałem. Zrozumiałem mosiądz. I przypomniałem sobie ojca.

Ojciec nigdy mi nie ufał. Nie że nie ufał w ogóle, nie ufał mi w wielu konkretnych sprawach, choćby w sprawie śrub. Zawsze przekręcałem śruby. Potrafiłem nawet przekręcić śrubę stalową Ø12, na której można powiesić bojler o pojemności 80 litrów. Który oczywiście nie został powieszony z powodu przekręconej śruby. Dlatego mi nie ufał w sprawie śrub, ale powtarzał, że kiedyś zrozumiem.

Tak, zrozumiałem. Nie jestem sam ze swoją potęgą jak projektowany teoretycznie nadczłowiek, który staje się nim w relacji do innych ludzi, a nie jest w żaden sposób określony wobec świata. Łamać metale potrafi byle chłystek. Ja zrozumiałem, że nie łamać jest o wiele trudniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s